surrealistyk blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2002

Kiedy wyrosło na sercu pryszczate kłamstwo
A słowa były pełne szubienic
Ja po kryjomu stawałem się silniejszy
Nie docierały sztylety behawioralnej woni
W labiryncie swej psychiki poszukiwałem siebie
Mówili odjedź w cień
Nie pozwolił mi mój blask powiek
Kategorycznie momentalnie agresywny
Przeczesałem sumienia
Jęczałem w podłoże mokre od ich spojrzeń
………………………………………………………………………………………………….
Na oknach oddech zamierał
Kran był rzeką prześladował mnie codziennie
Topiłem się
Bieg jedynie on trzymał mnie przy życiu
Pamiętasz jak mówiłaś kocham cię
Rzeka płacze
Rzeka wylewna jest
Rzeka porywa swe ofiary
Cień zakrywał me łuski
Strzelałaś do serca prosto w plecy
Jak marionetka
Lecz ambiwalentne instynkty wciąż żyły
Na jakiś zajezdniach
Zajezdniach jakiś autobusów
Poprzyklejany do szyb
Tkwiłem uwikłany w nas
Marnotrawny
Ukrzyżowany
Z naklejką na sercu
„nieprzemakalny”
nieważne były głuchonieme zdania i akcenty
nieważki
chadzałem po dachu swej wiary
turlałem czary
niewidomy na zło
bo zawsze potrzebowałem marzeń
w Karinie w której zawsze przyjaźnisz się z drabiną
gdzie miną kupujesz szczerość
gdzie na drzewach rosną konwulsyjne jednostki szczęścia
gdzie jest tylko jeden gest
gdzie ja to ja
Ze sztyletem impresyjnej drobiazgowości

szum

3 komentarzy

spotęgowałem niewytarte oczy
nagłym spawaniem opon
stałem niewyżymany
po krótce nastał
szum…

pożar much…

1 komentarz

leżało sobie zawiniątko
na skraju sugestii
przyleciała mucha
za nią druga
i zapaliły siebie…

szyk…

1 komentarz

wedle spisku schowałem głowę w swe fekalia
i cisza…
nasłuchiwania nie przyniosły rezultatów…
rury które stały obok kibla nie wytrzymały
puściły złowrogi akcent istnienia
wedle słów kranu
zalały mnie łzami zwątpienia
i pozostał szyk wczorajszego wirażu…

zasadniczo…

1 komentarz

unikam wszelkich kontaktów
zasypuję swa intymność swym językiem
na przekór sobie
przy oknie snajperem obserwacji
pośród kontaktów niekontaktowy
oślepiony ludzką zawiścią o cokolwiek
po co jeszcze dusić słowa
a potem sugestii morze
i wybranym słowem paradować: tak ja Jestem godny!!!
po co te szmaciane relacje
wolę już te ściany
ale gdzieś tam głęboko we mnie żyje
orzeł kolorowy
gotowy frufać ponad wszystkim nocami i dniami…
choć kto wie kiedy wyfrunie…
na myśl przyszły gofry
to zbyt prozaiczne w defekcie myśli

a i te me agresje
pluję im w twarz…
chciałbym stać na moście
jak ludzie prości
lub jak chińczyk na rowerze…
egzotyka mnie dotyka

perwersje tną po szyi
szukać obiadu
szukać składu
więc
słucham stukotu brzucha

nie chcę być lokomotywą którą skierowali na boczny tor

zbyt chaotyczny ja…
zbyt…na mnie…

nie chciałem ufać wspomnieniom gdzie więcej było
prześwietlonych już chwil radości
wolałem zamykać się w pralce na zasadniczym
nawet nie szło suszenie
po kryjomu paliłem jej gazety
zasypywałem się agresją pamięci
stłumiony
ale mimo to stałem na ścianie

stałem na krześle
pode mną siedziały trzy kobiety
wiły się wokół nóg
pieniłem się
one syczały
chciałem mieć godziny tylko dla siebie…


  • RSS