surrealistyk blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2003

1 komentarz

nie zakryłam twarzy
ognisko skleiło me ambicje
wyłam pośród skał
nie słyszałeś
skąd mogłeś o tym wiedzieć
wdzięczna za rolę
jaką mi dano
sparaliżowana feminizmem
ukryta wedle psich nosów
na barykadach metalurgii każdorazowej szansy
na zakładkę rozdwojenia jaźni…

Brak komentarzy

a czas nie ustawał bo wlókł zbyt wiele ciężarów
lubiłam kulturystów
oczytanych w swych fizjologiach życia
stukałam w oblepione szmery ich afirmacji
w blade policzki mej stagnacji
stałam bez majtek w siłowni
on nie chwytał nadziei
bo brał niedozwolone prochy świadomości…

Brak komentarzy

nie chciałam być upałem w twojej dłoni
ni wieżą po pogoni twoich podniet
ani muszką zbyt ochrypłą
lub przystawką jarmarczaną
na stosie jadłospisu szarych kobiet

Brak komentarzy

nie chciałem otwierać konserw tuż po zmierzchu
przegotowałem siebie na wodzie
skraplałem sens wśród powiek
mizerie oczu wyblakły
pozornie
szminka nie spijała mych uczuć
paznokcie nie wdzierały się pod brzuch
zapach pachy wiercił
nienaganny
uczesałem się przed lustrem
nazajutrz
wybielałem…

1 komentarz

położyłem matkę na kredensie
oni: jesteś skończony na zawsze
zebrałem łyżki ukyte w studni
ona: pozostaniesz jako wrzód
dyszałem na linie
opuszczałem w dół spodnie
on: pozwól mi na wiecej
dotknełem czołem o posadzkę
ono: wypluj ostatnie słowo
zamknięty w syfonie piszczałem

Brak komentarzy

Po wewnętrznej stronie nie wystałem dłużej niż to ogromne znużenie
Powtarzalności swoich kroków
Z wyrazem współczucia balansując
Krztusiłem marny hazard moich dłoni
Nad zwyczaj spokojny
Ono we mnie
Ja w nim
Gryźliśmy pogoń za fortuną
Wyczekując w oknach przeładowanych od normalności
Sygnałów braku trzeźwości

Niewielkich wymiarów zło płodziło się
Tylko szept
Tylko pozorny gest
A rozpędzało napięcia powiek
Napawałem się lękiem
Na granicy przyzwoitej
I tylko smutek mógł wygrać w takim rytmie wszystko
Schodziłem niżej
Pod logiki płachtę skłócony uczuciem
Pod wpływem
Rozmyty
Bezrobotnym uśmiechem twarzy
Nie chciałem przyznać racji otoczce wiarygodnej wymowy
Eliksiru głupoty
Do wszelakiej sposobności wymiany tożsamości
Za kratami
Leżąc na wymiernym kopcu szyderczej drogi
W blasku potępienia
I sygnale zanikającej chwały
Po raz kolejny
Zwymiotowałem
W naturalnej woni samozagłady

Brak komentarzy

sadzisz priorytety karykatury na werandzie
spóźniony nie wyśnionym abażurom zazdrości
przy piecu ekwipunku nonszalancji
w wyprasowanym garniturze pluralizmu
giętki
wszechstronny emocji
nachalny karygodnym znakom zapytania
na wiatr w którym opływasz siebie

cena spytała sie metki
kiedy nastąpi deformacja gotówki
gotówka przerażona uciekła zakochana w hazardzie
a hazard znowu wykorzystywał niewinne pieniądze
dobiegł głos kantora
ja tu ustalam harmonogram, won mi deflaudacje, won spekulacje
egoista sam wcinał bankowe kolacje
ja stałem przy sobie bez grosza
ostatni wpadł pod samochód

systematycznie podwijałem hamulec tuz przy udzie
rampa wiła się wokół doniczek
na stole mrowisko się grzało
a telewizor palił się ze wstydu
nurkowałem w sensie na bezdechu
gdy kompot żenił się w najlepsze
swąd oznajmił mi od razu
nie dokazuj…

prowincja

1 komentarz

siedzisz z tym samym słowem,które obija się o ściany
i wraca zmiażdżone od braku tchu
zbyt mało wykoloryzowanej myśli
przybijasz sobie gwoździe w dłonie
a serce płonie
słowa gniją pod naporem
małomiasteczkowej woni
krtań boli
pozostaje głuchy ból
nazajutrz…


  • RSS